Pielęgnacja dzieci – nowe kontra stare

Wiedza na temat właściwej pielęgnacji i wspomagania prawidłowego rozwoju maluchów jest ciągle aktualizowana, a nowe odkrycia naukowe często przebywają długą drogę, zanim na stałe zagoszczą w powszechnej świadomości rodziców i opiekunów. Najlepiej widać to podczas rodzinnych zjazdów, gdy przy stole zasiadają trzy generacje mam i wywiązuje się dyskusja, którą starsze pokolenia najczęściej kwitują zdaniem, że patrząc na to jak zmieniły się wszelkie zalecenia za cud należy uznać, że ludzie w ich czasach w ogóle dali radę przeżyć.

Dziecko leżące na brzuszku z bosymi stópkami

Nie jest tak, że wszystko co nowe jest dobre i korzystne dla dzieci. Niektóre nowe trendy w pielęgnacji i opiece nad maluchami wynikają z braku świadomości współczesnych rodziców, i idącej za tym popularności złych nawyków. Od znajomej pani fizjoterapeutki usłyszałam opinię o panującej “modzie” na pionizowanie noworodków. Często błędne przekonania i praktyki są efektem skuteczności marketingowych dział ciężkiego kalibru. Do kategorii produktów skutecznie wypromowanych, a jednak potencjalnie szkodliwych dla zdrowia dzieci zaliczają się również m.in. bujaczki, tzw. “wisiadła”, skoczki i chodziki.

Jednak pod pozorem nowej mody do repertuaru czynności pielęgnacyjnych coraz częściej przenikają zachowania, których źródła sięgają poza współczesne umysły zdolnych marketerów, a także poza dopiero przemijającą epokę utraty wiary w możliwości ludzkiego ciała i akceptacji jego ograniczeń.

Chodzenie na boso – nieoczywista oczywistość

Kiedy maluch z nieporadnego niemowlaka staje się coraz bardziej samodzielnym człowiekiem rodzice z niecierpliwością oczekują kolejnego kamienia milowego jego rozwoju: pierwszych kroczków. Nagle małe pulchne stopy wymagają więcej niż tylko obcałowywania i wcierania kremów po kąpieli. Stojący przed zadaniem zakupu pierwszych bucików rodzice coraz częściej stykają się ze zjawiskiem barefootingu, czyli nazywając rzecz szeroko, ruchem promującym chodzenie na boso (z ang. barefoot). Na Zachodzie ruch ten pozyskał wielu zwolenników, jest wspierany przez lekarzy a znaczenie chodzenia na boso i związany z nim optymalny rozwój biomechaniki ciała są przedmiotem badań naukowych.

W Polsce sytuacja wygląda trochę inaczej. Z jednej strony coraz częściej można zetknąć się z wyrażanymi przekonaniami o korzyściach płynących z chodzenia na boso. Tu i ówdzie pojawiają się zachęty czy zalecenia, by uczące się chodzić dzieci puszczać na boso, albo samemu czasem przejść się po trawie bez obuwia. Brakuje jednak w tym wszystkim spójności, podbudowy merytorycznej, ale też odwagi w przełamywaniu stereotypów i mitów dotyczących chodzenia na boso – zwłaszcza u maluchów.

Zanim spojrzymy na to, co o chodzeniu bez obuwia mówi nauka, spróbujmy sami użyć naszych “chłopskich rozumów”. Bez większego wysiłku dochodzimy do pewnej oczywistości: jako gatunek zostaliśmy zaprojektowani do chodzenia na boso i siłą rzeczy jest to sposób dla nas najbardziej naturalny i fizjologiczny, zapewniający odpowiedni rozwój naszego układu kostnego i stawowego. Boso – czyli bez obuwia, skarpetek, rajstop… – Zatem dlaczego to, co wydaje się być logiczne i samo w sobie oczywiste, w kontekście rozmowy z np. z pediatrą, ortopedą czy po prostu innym rodzicem, staje się nagle kontrowersyjnym przekonaniem?

Barefooting: przedefiniowanie

Mówiąc wielkim skrótem, w uproszczeniu i z przymrużeniem oka – wiele wody upłynęło od momentu, kiedy jako gatunek stanęliśmy na dwóch nogach. Od tamtego czasu zmieniło się zarówno nasze ciało jak i  wielokrotnie przetworzone przez człowieka środowisko. A wraz z nimi zmieniał się barefooting – od najbardziej naturalnego, fizjologicznego stanu rzeczy, przez oznakę ubóstwa po wyraz wysublimowanego hipsterstwa.

Na przestrzeni tysiącleci rozwój cywilizacyjny sprawił, że noszenie butów stało się koniecznością – chroniło stopy przed nieprzyjaznymi warunkami atmosferycznym oraz przed uszkodzeniem. Obuwie nie jest samo w sobie szkodliwe. Jego negatywny wpływ na rozwój i kształt stopy oraz na biomechanikę całego ciała wynika przynajmniej z dwóch podstawowych czynników. Przede wszystkim surowiec, jaki w danym miejscu, czy klasie społecznej był dostępny, nie zawsze był optymalny. Inny był komfort noszenia i wpływ na odkształcanie stopy ręcznie szytych skórzanych trzewików a inny np. drewnianych chodaków.

Dziecko z bosymi stópkami siedzi u dorosłego z bosymi stopami

Drugim czynnikiem, który od zawsze wpływał na ograniczenie funkcjonalności obuwia (i nie tylko!) była i jest: moda.

Kogo nie bolą plecy i stawy? Ręka w górę!

Obydwa czynniki: moda i dostępny surowiec (i technologia) również dzisiaj sprawiają, że współczesne obuwie poprzez swoją niefizjologiczną formę doprowadza do nieraz bardzo bolesnych zniekształceń stóp. Wpływ butów na nasze ciało nie kończy się tylko na takiej deformacji. Wszechobecny obcas, często uznawany za element prozdrowotny, i sprzyjający “odciążeniu” kręgosłupa, jest tak naprawdę cichym zabójcą naszego układu kostno-mięśniowego.  Poniższa wizualizacja przedstawia wpływ, jaki nawet najmniejszy obcas powinien mieć na naszą postawę.


prawidłowa postawa

Powinien, ponieważ stawy, mięśnie, więzadła i inne tkanki miękkie pracują i ‘’wyrównują’’ naszą postawę, wystawiając się przy tym na dodatkowe obciążenie.

Profilowana i sztywna podeszwa, ściśnięte w wąskim czubku palce, obcas, słabe umocowanie wymuszające przytrzymywanie obuwia poprzez przykurczanie mięśni stopy (japonki, klapki). Nieelastyczne materiały, które nie poddają się naciskowi, nie pozwalają stopie pracować, wymuszając nienaturalne ułożenie tworzących ją elementów: kości, stawów i ścięgien, które może negatywnie wpływać na statykę ciała. Z koleji wytworzony w ten sposób dysbalans mięśniowy naraża nasze kolana, biodra i staw krzyżowo -biodrowy na urazy i może być sprzyjać powstawaniu zwyrodnień.

Teraz dodajmy do tego wszystkiego fakt, że większość z nas chodzi w jakimś rodzaju obuwia cały czas. Jeśli traktujemy problemy z kręgosłupem jako jedną z chorób cywilizacyjnych, to współczesne obuwie możemy zaliczyć do jednej z przyczyn tych dolegliwości.

Zacznijmy od początku: nauka chodzenia – tylko na boso!

Wszystko zaczęło się od pierwszych butów, które nasi rodzice w dobrej wierze założyli nam na stopy. Teraz my – trochę jakby wyrwani z dyskusji o najlepszych rozwiązaniach dla stóp i rozwoju naszych dzieci i walki na argumenty – musimy podjąć konkretną decyzję.

Problem w tym, że – świadomi tego lub nie – mamy już na ten temat wyrobione zdanie. Pamiętacie, ile razy w życiu słyszeliście to zdanie: ‘’nie chodź na boso’’ albo ‘’załóż kapcie’’? Siłą rzeczy w wielu z nas tkwi wyrobione jeszcze w dzieciństwie przekonanie, że chodzenie na boso jest niewłaściwe, niezdrowe a nawet niebezpieczne. Od młodego “gonieni” za chodzenie na boso jesteśmy naturalnie bardziej skłonni wierzyć argumentom przemawiającym za potrzebą, a nawet koniecznością uzbrajania stópek w małe pancerzyki.

Kiedy zdrowy rozsądek choruje warto zawezwać lekarza. Dlatego najwyższy czas przypatrzeć się temu, co w danym temacie ma do powiedzenia medycyna. Stanowisko Amerykańskiego Stowarzyszenia Pediatrycznego można streścić następująco: stopa rozwija się optymalnie na boso. Dotyczy to zarówno nauki chodzenia jak i dalszego doskonalenia tej umiejętności. Podstawową funkcją obuwia dla malucha nie jest funkcja korygująca, a jedynie ochronna – buty mają chronić przed infekcjami i skaleczeniami. Określenie ‘’buty korekcyjne’’ (w Polsce jeszcze zamiennie używane ‘’zdrowe buty’’ lub ‘’buty ortopedyczne’’) jest uznane za wprowadzające w błąd. Sprzedaż butów korekcyjnych jest określona jednoznacznie jako szkodliwa dla dziecka (sic!), kosztowna dla rodziny i kompromitująca dla środowiska medycznego. Zalecany jest wybór takiego obuwia, które bazuje na modelu bosej stopy (‘’barefoot model’’).

Z kolei Kanadyjskie Stowarzyszenie Pediatryczne dokonało rewizji dowodów na korzyści płynące ze stosowania obuwia korekcyjnego u maluchów. Stworzone na tej podstawie rekomendacje są jednoznaczne:

  1. Dzieci nie potrzebują butów, dopóki nie nauczą się chodzić. [ergo nauka chodzenia powinna przebiegać na boso – komentarz autorki]
  2. Buty mają za zadanie chronić stopy. Powinny być dobrze dopasowane, miękkie, lekkie i mieć amortyzowane podeszwy. [ergo buty mają chronić stopy przed środowiskiem zewnętrznym, a  nie nimi samymi – znowu ja  ]
  3. Buty ortopedyczne nie przynoszą korzyści w zapobieganiu / leczeniu fizjologicznego płaskostopia, oraz wszelkich umiarkowanych deformacji skrętnych.

Co ciekawe przeprowadzone randomizowane badania kontrolne wykazały, że u maluchów z płaskostopiem fizjologicznym, szpotawością stópek lub podobnymi zniekształceniami wszystkie te problemy ustąpiły samoczynnie, bez względu na to, czy obuwie korekcyjne było używane, czy nie. Wyciągnięto na tej podstawie wnioski, że dziecięce stopy rozwijają i korygują się samoczynnie. Buty wpływające na kształt stopy są przez Kanadyjskie Stowarzyszenie Pediatryczne zalecane dopiero wtedy, kiedy zmiany i deformacje ograniczają malucha ruchowo i/lub powodują ból.  Badania potwierdzają również, że wszelkie deformacje stóp są rzadsze u ludów chodzących na boso.

Dziecko bawi się na kafelkach w kapciach dla dzieci EkoTuptusie

“Buty mają taki wpływ na stopę dziecka, jak kapelusz na mózg

W Polsce wciąż niestety przewagę ma pokutujące od dziesięcioleci przekonanie o niezbędności twardych bucików maksymalnie unieruchamiających stopę. Zaskakujące może wydawać się to, że nawet te źródła, które wskazują chodzenie na boso jako najwłaściwszy sposób nauki chodzenia, jednocześnie rekomendują, by pierwsze (i kolejne) buciki miały… sztywny zapiętek, profilowaną podeszwę i zabudowaną kostkę, a niekiedy nawet obcas. Na szczęście również i tutaj można znaleźć głosy rozsądku. Wybitny polski specjalista z zakresu ortopedii dziecięcej, nieżyjący już doktor nauk medycznych i były kierownik Ortopedii i Traumatologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie Tadeusz Lejman, tłumaczy: “Przeważająca liczba stóp płasko-koślawych u maluchów ma charakter fizjologiczny i jest związana z występującą u nich nadmierną wiotkością torebkowo-więzadłową. U dzieci na stronie podeszwowej stopy znajduje się gruba warstwa podskórnej tkanki tłuszczowej, która potęguje wrażenie, występującego u nich płaskostopia”. Właśnie ten fizjologiczny stan dziecięcych stóp, samoczynnie zanikający wraz z ich rozwojem, staje się często dodatkowym bodźcem dla rodziców, którzy widząc problem ‘’gołym okiem’’ uznają potrzebę zakupu butów, które się z nim uporają. Natomiast dr Lejman jako najlepsze ćwiczenie zaleca właśnie chodzenie na boso: ‘’Wszystkim maluchom zalecam chodzenie na bosaka po naturalnym, nierównym terenie, na przykład po trawie, piasku, kamieniach”. W kwestii butów dziecięcych doradza: ‘’Buty dla dzieci nie muszą być wysokie, nie muszą posiadać twardego zapiętka, ani żadnych modyfikacji obcasów lub wewnętrznych wkładek”.

Wszechobecna zmora medykalizacji

Skąd taka rozbieżność opinii? Nie bez znaczenia jest fakt, że wspomniany dr Lejman swoje doświadczenie zdobywał również za granicą. Z jego notki biograficznej można się dowiedzieć, że pierwsze kroki zawodowe stawiał m.in. w Klinice Uniwersyteckiej w Zurychu, brał udział w szkoleniach w USA, a także był członkiem Północnoamerykańskiego Towarzystwa Ortopedów Dziecięcych (POSNA) i Europejskiego Towarzystwa Ortopedów Dziecięcych (EPOS).

Naszym zdaniem to silne zakorzenienie obalonych już przez naukę przekonań dotyczących tego, jakie cechy powinny mieć pierwsze buciki dla dzieci, jest przede wszystkim pokłosiem intensywnej medykalizacja życia. Jest to zjawisko, które można określić jako przejmowanie przez medycynę kolejnych dziedzin i aspektów życia, które wcześniej były uważane za naturalne / fizjologiczne. Przedefiniowanie tych zjawisk prowadzi do stworzenia w momencie ich zaistnienia potrzeby interwencji medycznych w formie terapii, leczenia lub operacji (definicja od Peter Conrad opisujący zjawisko w swojej książce The Medicalization of Society: On the Transformation of Human Conditions into Treatable Disorders). Jednym z najjaskrawszych przykładów medykalizacji życia jest forma, jaką przybrały współczesne porody. Odwrót od tych tendencji już od jakiegoś czasu możemy obserwować na Zachodzie, na przykład dyrektywa Światowej Organizacji Zdrowia z 1996, zalecająca ograniczenie do niezbędnego minimum interwencji medycznych w trakcie porodów. Jest to jednak proces niejednorodny, a zmiany postrzegania w świadomości społecznej są na tyle głębokie, że traktowanie niektórych zjawisk jako problemy medyczne jest zupełnie intuicyjne.

Dziecięce stopy są naturalnie płaskie i często lekko koślawe. Jest to stan fizjologiczny, spowodowany, jak wyjaśniał dr Lejman, obecnością tkanki tłuszczowej w podeszwie oraz ogólną wiotkością torebkowo-więzadłową. Przedefiniowanie fizjologicznego płaskostopia i uznanie go za problem wymagający interwencji w postaci zakładania maluchowi butów ortopedycznych jak najbardziej wpisuje się w tendencje medykalizacji życia cechującej poprzednie generacje. Jesteśmy rodzicami karmionymi mantrą o nieustającej konieczności zakładania papci. Bez świadomości tych tendencji nie będziemy w stanie wybrać i podjąć samodzielnych decyzji. Warto przy tym pamiętać, że dorastający w poprzedniej epoce rodzice (oraz ich rówieśnicy – lekarze) – żyli w czasach ograniczonych możliwości technologicznych. Produkowane buty dziecięce były po prostu miniaturą butów dla dorosłych.

Pierwsze kroczki na boso – i co dalej?

Ruch barefootingowy to nie kolejna moda, ani jedynie przekonywujący efekt kampanii marketingowych. Nie zmienia to faktu, że odpowiadający na popyt rynek również i w tym wypadku zareagował. Podbudowane naukowo lepsze zrozumienie fizjologii stopy, zwłaszcza rozwijającej się stopy małego dziecka, sprawiło, że dzisiaj świadomi rodzice bez problemu mogą zaopatrzyć się w barefootingowe – czyli oparte na moedlu bosej stopy –  buciki dla swoich maluchów. Nowozelandzkie “hi-techowe” buciki Bobux, uniwersalne kanadyjskie Stonz-y dla kochających zabawy na świeżym powietrzu, ręcznie szyte w Rumunii Tikki – z podeszwą, która zgina się w dwóch palcach. W dzisiejszych czasach największym ograniczeniem nie jest technologia ani dostępny surowiec. Jedynie nasza wiedza i idące za nią decyzje.

Wybór marki jest tak naprawdę drugorzędny. Wspomniany wcześniej dr Lejman tak podsumowuje cechy pierwszych bucików: “Obuwie dziecięce powinno być wykonane z naturalnej skóry lub przewiewnego materiału. Powinno posiadać płaską podeszwę, odporną na poślizg. Musi być dostatecznie długie i szerokie, żeby zapewnić stopie pewien zakres ruchomości. Najważniejszą jednak cechą jest elastyczna podeszwa, którą jedną dłonią można złożyć do 180 stopni”.

Najlepsze pierwsze buciki dla dzieci to takie, które dają stopie pełną swobodę, chronią ją przed zimnem, skaleczeniem czy poślizgiem, ale pozwalają na pełen zakres ruchów. Ponieważ to właśnie nieustanne ćwiczenie wszystkich mięśni, ścięgien i wiązadeł jest gwarantem odpowiedniego rozwoju. Dlatego właśnie wszędzie tam, gdzie ze względów atmosferycznych lub bezpieczeństwa nie można puścić dzieci boso, z pomocą idą buciki oparte na modelu bosej stopy.

Nasze dorosłe stopy

Szukając tego co najlepsze dla naszych maluchów często sami zaczynamy analizować nasze nawyki i zachowania, w efekcie czego podejmujemy odmienne od tych utrwalonych decyzje zakupowe. Np. częstym procesem u młodych rodziców jest próba wyeliminowania niepotrzebnej chemii z życia. Mając na względzie zdrowie małego, wrażliwego organizmu, zaczynamy rozumieć, że chemizacja naszego życia osiągnęła wręcz absurdalny poziom i po pytaniach o składy nawilżanych chusteczek dla niemowląt zaczynamy zadawać pytania o składy coraz większej ilości produktów w naszym domu oraz o ich wpływ również na nasze zdrowie. Nagle okazuje się, że ze sporej części z nich można po prostu zrezygnować, a oprócz zdrowia rodziny zyskuje też zasobność portfela.

Podobnie jest z chodzeniem na boso – wiedza o wpływie nieodpowiedniego obuwia na wiele z dolegliwości związanych z układem kostno-stawowym i chęć uchronienia dzieci przed konsekwencjami niewłaściwego obuwia  może doprowadzić jeśli nie do rewolucji , to chociaż do zmian rodzaju butów, na zakup jakich decydujemy się my sami. Dla wielu osób zaskakującym odkryciem jest to, że istnieje wiele rozwiniętych ruchów barefootingowych dla dorosłych. Bez większych problemów można nawet znaleźć instruktaże pokazujące, jak wykonać własne minimalistyczne obuwie! Poszukiwania zostawiamy dociekliwym, podpowiadamy tylko, że warto zacząć od wygooglowania strony Nutricious Movement – ruchu założonego przez Katy Bowman – guru barefootingu i autorki wielu publikacji, w tym np. ‘’Whole Body Barefoot: Transitioning Well to Minimal Footwear’’.

Podsumowanie

Artykuł ten powstał w powodu braku podobnych publikacji w języku polskim. Temat w nim bynajmniej nie jest wyczerpany, ale daje rodzicom szerszą wiedzę na temat zalet chodzenia na boso, zwłaszcza podczas nauki stawiania pierwszych kroków, oraz wymogów, jakie powinno spełniać obuwie dla maluchów. Na podstawie tej wiedzy będą mogli podjąć bardziej świadome decyzje odnośnie tego, jak i w czym ich dziecko będzie chodzić w pierwszych latach życia.

Wszystkich zainteresowanych poznaniem barefootowych marek butów dla maluchów zapraszamy do odwiedzenia naszego sklepu internetowego www.bosastopka.pl. Jeśli masz pytania dotyczące artykułu możesz napisać do autorki: magda@bosastopka.pl. W kwestii doboru najlepszych bucików w odpowiednim rozmiarze dla Twojego malucha skontaktuj się z właścicielką sklepu Agnieszką: agnieszka@bosastopka.pl.

WAŻNE

Celem niniejszego wpisu nie jest stworzenie przekonania, że konsultacje z fizjoterapeutą bądź ortopedą są w pierwszych latach życia dziecka niepotrzebne. Istnieją sytuacje, w których ingerencje ortopedyczne są niezbędne i wszelkie niepokojące objawy należy zawsze konsultować z lekarzem. W kontekście prawidłowego rozwoju motorycznego są to przede wszystkim: wszelkie asymetrie stóp, stawów kolanowych, bioder; ból przy poruszaniu się lub ograniczenia ruchowe – wszystkie te objawy są wskazaniem do wizyty u lekarza. Oraz wszelkie inne, niepokojące rodzica objawy.

LINKI: