Obuwie dziecięce – czas dostrzec korzyści z chodzenia bosoPoznaj historię obuwia dziecięcego. Spis treści:

Wielu rodziców zastanawia się, jakie buty będą najlepsze dla dziecka. Tymczasem coraz częściej i głośniej mówi się o korzyściach płynących z chodzenia na boso. Warto poznać historię obuwia i dowiedzieć się co ma największy wpływ (poza modą) na ich wygląd i konstrukcję. Czytając dalej na pewno nie raz się zaskoczysz.

Początki tradycji noszenia obuwia datuje się na erę przed-chrześcijańską. Buty świadczyły wówczas o statusie społecznym. Ludzie ubodzy chodzili boso ze względów ekonomicznych. Niewolnikom zabroniono nosić obuwie, by wyraźnie zaznaczyć ich niską pozycję społeczną. Podobnym zasadom podlegały dzieci – jako „własność rodziców”. Dziś cywilizowane społeczeństwa zakrywają stopy, by zachować skromność i przyzwoitość.

Tezy na temat butów dziecięcych nie poparte badaniami.

Przez długi czas wielu specjalistów medycyny (tj. podolodzy, ortopedzi i pediatrzy), w Polsce oraz innych krajach Zachodu, propagowało poglądy na temat wpływu obuwia na rozwój stóp niepoparte badaniami. Wiele z ich tez oraz terapii tak naprawdę bardziej szkodziło niż pomagało dzieciom. W rezultacie w wielu przypadkach, już w momencie osiągnięcia przez dziecko wieku 7-8 lat, stopy w widoczny sposób traciły prawidłową budowę oraz kształt. Winy doszukiwano się w nieprawidłowo dobranym lub zbyt ciasnym obuwiu. I owszem, winne rzeczywiście były buty, lecz nie ich dobór, a błędy w konstrukcji. Nie zdawano sobie wówczas sprawy, że ponad 99% obuwia dziecięcego, niezależnie od ceny czy producenta, było nieprawidłowo skonstruowanych.

Kształt butów inny niż naturalny kształt stóp.

Niemal wszystkie kopyta szewskie (narzędzia wykorzystywane przez szewców do formowania butów), których używa się w dzisiejszych czasach przy produkcji obuwia dziecięcego, są zakrzywione. Tymczasem oś ludzkiej stopy, od pięty aż do palców, jest całkowicie prosta.

Jakiś opis do obrazka xxxxxxxxxxxxxxxxx

Buty, które powstają, są kształtem nie dopasowane do naturalnego kształtu stóp.

To właśnie ten fakt jest główną przyczyną anatomicznych i funkcjonalnych deformacji stóp, które rozpoczynają się już w okresie dzieciństwa. Skąd więc uporczywość w kontynuacji tej metody produkcji butów? Powodem jest przywiązanie do tradycji. Szewcy przekonali się każda zmiana, nawet na lepsze wiąże się ze stratami finansowymi. Boimy się zmian, na wszelkie nowości patrzymy sceptycznie. Zmiana podejścia wymaga poświęcenia czasu i wysiłku a to wiąże się z większymi stratami dla producenta. Metoda z wykorzystaniem zakrzywionych kopyt szewskich wykorzystywana była przez stulecia, dlatego też producenci oraz sprzedawcy obuwia pozostają obojętni wobec wad tego rozwiązania, w myśl zasady – tradycyjne znaczy dobre.

Rynek zdominowany przez tanie obuwie z Chin.

W latach 60., a także we wcześniejszych dekadach, funkcjonowało wiele zakładów obuwniczych, które za swój priorytet obierały zdrowy rozwój dziecięcych stóp. W Ameryce były to między innymi: American Juniors, Buntees, Mrs. Day’s Ideal Baby Shoes, Dr. Posner, Markell, Educator, Stepmaster, Junior Arch Preservers, Child Life, Clark’s of England, Jumping Jacks, Little Yankees, Edwards, Proper-Bilt, Trimfoot, Pro-Tek-Tiv. Podobnie sytuacja wyglądała w Europie. Wszystkie te marki zostały wyparte z rynku za sprawą tanich butów importowanych z Chin, które obecnie stanowią około 94% obuwia kupowanego przez mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Rynek zdominowało również lekkie obuwie sportowe – tenisówki oraz trampki, które zyskały na popularności już na początku lat 70. ubiegłego wieku. Tego typu obuwie dziecięce do dziś kupowane jest najczęściej.

Jakiś opis do obrazka xxxxxxxxxxxxxxxxx

Edukacja na temat obuwia nie poparta badaniami.

W latach 70. w amerykańskich szkołach pojawił się obowiązek noszenie przez dzieci solidnego skórzanego obuwia. Buty te były ciężkie i sztywne. Sięgały za kostkę i były mocno wiązane. Krępowały delikatne dziecięce stopy, nie pozwalając im na naturalny ruch. Przegrzewały je i obciążały. Tego rodzaju buty dzieci nosiły przez 9 miesięcy w roku szkolnym – od września do połowy czerwca. Jedynie latem zamieniały je na trampki. W tym czasie producenci nieprawidłowo skonstruowanego obuwia nie tylko reklamowali swoje buty, ale redagowali broszury edukacyjne, a nawet niewielkie książki, w których szczegółowo opisywali oraz ilustrowali anatomię i proces rozwoju stóp dziecka, podkreślając jednocześnie ogromne znaczenie prawidłowo dobranego obuwia. Oczywiście broszury te ukazywały również wiele zalet produkowanych przez nich butów, które niejako „dedykowane były zdrowemu rozwojowi stóp dziecka”. Tego typu poradniki dystrybuowane były do sklepów oraz prosto do rąk rodziców. Informacje na ten temat pojawiały się również na łamach wpływowych czasopism, tj. „Parents” czy „My baby”.

Wiedza propagowana przez producentów obuwia nie była potwierdzona badaniami – nie poczynili oni w tym kierunku żadnych inwestycji. Panowało powszechne przekonanie, zarówno wśród rodziców, jak i wśród specjalistów medycyny, że prawidłowe obuwie dziecięce jest łatwo dostępne. A wszelkie nieprawidłowości w rozwoju stóp są skutkiem wyłącznie niewłaściwego dopasowania butów lub zbyt małego rozmiaru. Nikt nie kwestionował podstawowych wad projektu w konstrukcji obuwia. Nigdy nie skrytykowano wprost produkowanych ówcześnie butów. Mogłoby to bowiem poważnie zaszkodzić dochodom wielkich firm i ich wizerunkom.

Buty korekcyjne – czy rzeczywiście są dobre dla dzieci?

W latach 1930-1970 obuwie dziecięce zaczęto wzbogacać o różne terapeutyczne rozwiązania, które rzekomo miały korygować lub zapobiegać problemom rosnących stóp. Buty korekcyjne miały leczyć nieprawidłowe ułożenie palców, pronację, problemy z chodzeniem czy zaburzeniami rozwoju prawidłowego łuku stopy. Wielu producentów i sprzedawców głosiło hasła o wspaniałych właściwościach butów korekcyjnych niczym dobrą nowinę. W gazetach i czasopismach ukazała się niezliczona ilość artykułów o butach korekcyjnych, które zapewniają zdrowy rozwój stóp. Bezpośrednio zaangażowani w ten temat specjaliści medycyny – podolodzy, ortopedzi oraz pediatrzy – również wsparli to przedsięwzięcie. Idea ta stała się na tyle powszechna, że tych rodziców, którzy nie kupowali swoim dzieciom butów korekcyjnych, oskarżano o zaniedbanie.

Buty te przypominały fasonem oksfordki – były ciężkie i nieelastyczne.

Jednocześnie wzbogacono je w liczne korekcyjne rozwiązania, takie jak: podniesienie łuku stopy, wkładki anty-pronacyjne, wydłużone zapiętki, dodatki wspomagające równowagę stopy, wyściółka na śródstopie, koturny, metalowe elementy, usztywnienia, wzmocnienia i wiele innych. Każde z tych rozwiązań „wspomagających” przedstawiane było jako rozwiązanie wynikające z dokładnych badań naukowych. Uwierzyli w nie zarówno specjaliści, jak i społeczeństwo. W marcu 1948 roku Federalna Komisja Handlu, dostrzegając alarmujące tempo rozprzestrzeniania się wyżej opisanego obuwia, zarządziła śledztwo i dokładnie przyjrzała się butom ortopedycznym. Pod lupę wzięto wiele firm i wytwórni obuwia dziecięcego. Żadna z nich nie była w stanie zaprezentować dowodów na potwierdzenie zdrowotnych korzyści produkowanego przez nich obuwia.

Jakiś opis do obrazka xxxxxxxxxxxxxxxxx

Buty korekcyjne okazały się być jedynie sposobem na zwiększenie zarobków.

Federalna Komisja Handlu wydała wówczas rozporządzenie, które zabraniało określania mianem „buty korekcyjne” obuwia niepopartego rzetelnymi badaniami. Chociaż owo rozporządzenie znacząco wyeliminowało posługiwanie się podobnymi hasłami w charakterze reklamy, nie zdołało zapobiec wykorzystywaniu „korekcyjnych” rozwiązań w projektowanych butach. Kolejnym głosem sprzeciwu wycelowanym w buty ortopedyczne był artykuł doktora Lynn’a Staheli – pediatry i ortopedy pracującego w Ortopedycznym Szpitalu Pediatrycznym w Seattle. Artykuł ten został opublikowany w 1981 na łamach czasopisma „Pediatrics”. Lekarz zaprezentował w nim szereg dowodów klinicznych skierowanych przeciwko noszeniu obuwia ortopedycznego przez dzieci w każdym wieku. Pediatrzy oraz ortopedzi z całego kraju poparli jego stanowisko.

Zaczęło pojawiać się coraz więcej głosów na ten temat. Głosy sprzeciwu uzyskały również potężne wsparcie ze strony narodowych mediów. Lecz tu pojawia się pytanie: gdzie wcześniej byli lekarze? W 1981 roku Wydział Zdrowia Stanów Zjednoczonych zdecydował się ustabilizować sytuację. Oto fragment z publicznego stanowiska Wydziału Stanów Zjednoczonych: „Nasze badania pokazują, że najbardziej krytykowanym czynnikiem przyczyniającym się do kontrowersji na temat obuwia ortopedycznego jest brak wiedzy oraz szkoleń przeprowadzanych wśród specjalistów medycyny. A także ich ograniczona rola w terapii stóp. Studenci medycyny nie są kształceni w temacie prawidłowego obuwia. Wielu problemom ze stopami można było zapobiec lub nawet efektywniej leczyć, gdyby zaangażowani w to specjaliści byli lepiej wykształceni w tym obszarze”.

Obuwie dziecięce – czy dziś świadomość jest większa?

Współcześnie obuwie dziecięce projektowane jest nadal w ten sam sposób – zgodnie z kryteriami, które obowiązywały pół wieku temu. Specjaliści wciąż rekomendują obuwie posługując się dawnymi błędnymi teoriami. W tym czasie producenci nieprawidłowo skonstruowanego obuwia nie tylko reklamowali swoje buty, ale redagowali broszury edukacyjne, a nawet niewielkie książki, w których szczegółowo opisywali oraz ilustrowali anatomię i proces rozwoju stóp dziecka, podkreślając jednocześnie ogromne znaczenie prawidłowo dobranego obuwia. W konsekwencji niewielu dorosłych Amerykanów oraz Europejczyków może pochwalić się zdrowymi stopami – o prawidłowym kształcie i budowie. Tymczasem, około miliarda ludzi na świecie, którzy większość swego życia spędzają na boso, ma w pełni zdrowe i silne stopy. Ich stopy mają „dziewiczy” kształt.

Jakiś opis do obrazka xxxxxxxxxxxxxxxxx

Niemal wszystkie (95% lub więcej) fizycznych nieprawidłowości stóp, spotykanych u dorosłych mieszkańców Ameryki oraz Europy, spowodowanych jest noszeniem niewłaściwie zaprojektowanego i nieprawidłowo skonstruowanego obuwia, czego początki sięgają nawet wieku niemowlęcego.

Dzisiaj większość dzieci wkracza w dorosłość z tymi samymi deformacjami stóp, które dotyczyły poprzednich pokoleń. Częstość występowania wad stóp u dorosłych również nie zmalała od ponad stu lat. Przez ostatnie 50-100 lat niemal każda gałąź medycyny włożyła ogromny wysiłek w prewencję chorób i poprawę stanu naszego zdrowia. Lecz mimo, iż poczyniono ogromne postępy w leczeniu deformacji stóp, niewiele zmieniło się w kwestii zapobiegania.

Nieprawidłowe obuwie a naturalny kształt stóp.

Stopy, którym pozwolimy rozwijać się bez obuwia, aż do czasu osiągnięcia dorosłości, będą różniły się (zarówno anatomicznie, jak i funkcjonalnie) od stóp noszących buty. W społeczeństwach noszących obuwie nie istnieją stopy rozwinięte w sposób naturalny. To wyjaśnia, dlaczego stopy przez lata przyzwyczajane do obuwia nie mają trudności z dopasowaniem do butów, w przeciwieństwie do stóp, na które nigdy butów nie zakładano.

Stopa nosząca obuwie jest automatycznie modelowana już od wieku niemowlęcego. W ten sposób w dorosłych życiu osiąga kształt nienaturalny, ale pasujący do nieprawidłowego obuwia.

Mówi się, że nie można włożyć kwadratowego klocka do okrągłej dziury – okazuje się, że jest to możliwe. Pozbawiamy klocek brzegów i rogów, aż do całkowitego zaokrąglenia, a wtedy doskonale leży w okrągłym elemencie. To doskonała metafora tego, co dzieje się ze stopami noszącymi buty. Warto zauważyć, że niemowlęta, których nietknięte jeszcze stopy zaczynamy ubierać w buty, buntują się. Płaczą i starają się zrzucić nieprzyjemne pancerze, w których uwięzione zostały ich delikatne stopy.

Jeśli buty dziecięce nie wspierają prawidłowego rozwoju stóp i postawy, to co wspiera?

Lecz jeśli obuwie dedykowane dzieciom i niemowlętom przynosi więcej szkód niż pożytku, pojawia się pytanie: czy istnieje jakaś alternatywa? Odpowiedź brzmi – tak. Co więcej, rozwiązanie to towarzyszy człowiekowi od zarania dziejów – jest nim chodzenie na boso. Warto to robić wszędzie tam, gdzie tylko jest to możliwe. Obecnie, wyłączając około 2900 godzin snu, dzieci noszą nie dopasowane do stóp buty przez około 8400 godzin w roku. Zdejmijmy je choć na chwilę każdego dnia. Już Hipokrates mawiał: „Najlepsze obuwie – to brak obuwia”.

Dlaczego warto chodzić boso?

Badania dowiodły, że chodzenie na boso ma bardzo dobry wpływ na nasz organizm – zarówno na rozwijający się organizm dziecka, jak i na ten dorosły.

Największe zalety chodzenia na boso to:

  • Lepsza praca całego organizmu.
    Na stopach dorosłego człowieka obecnych jest aż ponad 200 tysięcy zakończeń nerwowych (najgęstsza koncentracja w całym organizmie. Podeszwy stóp zawierają więcej gruczołów potowych i zakończeń nerwów czuciowych na centymetr kwadratowy niż jakakolwiek inna część ciała. Połączone są one z najważniejszymi organami w ciele. Podczas chodzenia boso, podłoże generuje na nie silny nacisk i w ten sposób stymuluje pracę poszczególnych organów wewnętrznych.
  • Korzyść dla umysłu.
    Liczne testy przeprowadzone przez światowej sławy badaczy pokazały, że podczas chodzenia na boso, stopy są stymulowane przez różne bodźce, tj. piasek czy drobne patyczki. Wówczas w naszym mózgu wytwarzają się nowe połączenia neuronowe, a co za tym idzie, umysł pracuje lepiej, szybciej i sprawniej.
  • Lepsza równowaga ciała.
    Gdy stopy bezpośrednio stykają się z podłożem i mogą swobodnie i naturalnie się poruszać, od pięty aż do palców, możemy lepiej utrzymać równowagę.
  • Zdrowszy kręgosłup.
    Chodzenie boso niejako „wymusza” na nas prawidłową postawę – automatycznie prostujemy się. Ponadto brak obuwia sprawia, że nic nie obciąża naszych stóp, nóg, bioder oraz kręgosłupa.
  • Masaż i relaks.
    Bose spacery to również bardzo relaksujący masaż dla stóp. Już kwadrans chodzenia boso wyraźnie rozładowuje napięcie oraz pobudza wydzielanie endorfin. To świetny sposób na odstresowanie.
  • Swoboda i optymalna temperatura stóp.
    Nieobute stopy mogą poruszać się naturalnie we wszystkich kierunkach. Również palce nie są niczym skrępowane, dzięki czemu mogą swobodnie pracować podczas chodu. Ponadto skóra na naszych stopach oddycha – nie poci się ani nie przegrzewa.

Boso – już samo to słowo u wielu osób wzbudza wewnętrzny protest. Wielu utożsamia chodzenie na boso z niskim statusem społeczno-ekonomicznym oraz niehigienicznymi warunkami życia. Tymczasem, badania dowodzą, że jest to dla nas bardzo dobre. To rozwiązanie rozsądne, świadczące o dużej świadomości i wiedzy. Chodzenie na boso staje się coraz popularniejsze. To ogromna korzyść dla dziecięcych stóp i potężny krok w stronę polepszenia zdrowia publicznego.

Artykuł powstał na podst. Tekstu dr. Williama Rossiego: